piątek, 29 stycznia 2016

Cisza. Osobiście.

,,Ja się nie skarżę na swój los,
potulna jestem jak baranek.
I ciągle mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie."

/E. Geppert ,,Zamiast''/

Naszło mnie w tym momencie na napisanie posta... chyba najbardziej osobistego z tymczasowych. Czasami - jak każdy - muszę z siebie coś wyrzucić.

Właściwie całe życie w aparatach. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Nosiłam, noszę i będę nosić. Chyba, że medycyna pójdzie naprzód jeszcze bardziej - i aparaty staną się zbędne. W tej chwili do Polski nie dotarło nic nowocześniejszego niż to, czego aktualnie jestem użytkowniczką.

Dwadzieścia jeden lat noszenia aparatów. Prawie dwadzieścia cztery lata bycia pacjentką znanego Profesora. Wzloty i upadki. Okres buntu - miałam siedem lat i stanowczo odmawiałam zakładania ,,aparacików'', jak je nazywałam. Trudności adaptacyjne - do tej pory z trudnością wchodzę w nowe środowisko; a i tak jest znacznie lepiej niż było kiedyś.

Najgorsza jest ta cisza. Wszechogarniająca cisza. Zdejmuję aparaty, wkładam je do specjalnego osuszacza i... pogrążam się w ciszy. Pamiętam, że kiedyś jeszcze coś usłyszałam - na przykład bardzo głośne uderzenie, szczeknięcie psa. Teraz bez aparatów nie usłyszę nawet tego. 

Staram się być silna (życie też mnie trochę tego nauczyło) i nie dawać się. Czasami jednak mam chwile... zwątpienia? Zwątpieniem bym tego nie nazwała. Już prędzej to jest smutek. Wściekać się i buntować już dawno przestałam - bo po co? Pogodziłam się z tym, co nie oznacza, że jest mi łatwo. 

Nie, nie roztkliwiam się teraz nad sobą. Po prostu mówię, jak jest. Mówię (piszę) o tym otwarcie - nie ma co robić z tego tajemnicy. 

Raz w roku jestem poddawana całodniowym badaniom lekarskim, po których wychodzę prawie nieżywa ze zmęczenia. Mam - wprawdzie lekkie, na szczęście - porażenie nerwu twarzowego, co nie tylko nie jest przyjemne, ale też sprawia, że te badania stają się jeszcze bardziej męczące. 

,,Ja się nie skarżę na swój los, potulna jestem jak baranek...".  Nie, ja nie chcę się nad sobą rozczulać... i rzadko to robię. Ale... najgorszy - i najsmutniejszy - jest bezmiar ciszy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.