środa, 6 kwietnia 2016

Nauka języka i wariackie papiery


Tak, wiem, długo nie pisałam... dwa i pół dnia :p ale po prostu nie miałam kiedy. Teraz właśnie też odłożyłam na chwilę książkę z której... tak, tak - uczę się duńskiego.

A więc... przedwczoraj zaczęłam naukę. Uznałam, że język duński może mi się w przyszłości przydać - to najważniejsze. A po wtóre - nauka języka obcego to może być niezła zabawa. W tym momencie - jeśli chodzi o moje language skills - bazuję na angielskim. Niemieckiego uczyłam się przez sześć lat, ale po pięciu latach braku kontaktu z językiem ogranicza się on do trzech zwrotów: ,,Ja'', ,,Nein'', ,,Hande hoch'', aczkolwiek przyznaję, że raz - zmuszona sytuacją - zaczęłam wydobywać z otchłani pamięci jakieś resztki tego niemieckiego (cóż poradzić, w pociągu byli sami Niemcy i nikt nie mówił po angielsku!) i - o dziwo - nawet się dogadałam. Przez dwa lata uczyłam się łaciny i lubiłam ten język, ale - jak wiadomo - to język martwy i raczej na ulicy w nim nie pogadasz. W wersji baaardzo podstawowej znam Polski Język Migowy. Cóż... zobaczymy, jak będzie z tym duńskim.

Mam multum roboty i wiele rzeczy się odbywa w tym momencie na takich trochę wariackich papierach. Obiecuję, że jak tylko się troszeczkę ogarnę, to napiszę dłuższego posta.




(Szkoła językowa do której uczęszczam)


(Wrocław ma swojego kota Dantego... Kopenhaga - jak widać, również :) )


(Podkowa ma ,,Filharmonię Dziecięcą'', Kopenhaga - koncerty jazzowe dla dzieci)


(Det Ny Teater)


(Którędy do opery? :) )

Wczoraj - dla relaksu - poszłam na event o nazwie ,,Danish Film Club''. Obejrzeliśmy - w kameralnym gronie - film ,,Klovn'' z 2010 roku.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.